Wypadek ciężki na budowieByło to dość dawno temu ,bo w czerwcu 2003 r. Dostałem wiadomość telefoniczną od kierownika budowy w Frankfurcie n/Menem – że miał ciężki wypadek w pracy o 10.35 . W takiej sytuacji należy działać szybko i zdecydowanie. Po krótkiej naradzie z Dyrektorem ds. Technicznych , ustaliśmy że powiadamiam o zdarzeniu faksem PIP oraz Prokuraturę . Równocześnie powołał skład komisji wypadkowej. Następne ustalenie- to mój wyjazd samochodem do Niemiec , wraz z żoną poszkodowanego- bo istnieje realne zagrożenie jego życia .Wcześniej kier. budowy – powiadomił telefonicznie żonę o wypadku i o tym że, zabezpieczamy jej transport ,jak również pobyt w Niemczech , na co wyraziła zgodę .
Mam ją odebrać z małego miasteczka gdzie mieszkają , o godz.7 rano następnego dnia. Byłem punktualnie .Rozmawiam z żoną- cała roztrzęsiona .Uspakajam że stan męża mimo że ciężki , jest stabilny – co w/g. opinii lekarzy rokuje jakąś nadzieję . Rzut oka na warunki mieszkaniowe rodziny .Nic budującego. W jednym pokoju o powierzchni około 12 m2 – spełnia funkcję sypialni , jadalni ,oraz równocześnie kuchni. Gotują na gazie- co stwierdziłem poczęstowany kawą . Chałupa drewniana , parterowa , widać naruszona zębem czasu. Wygódka drewniana – przy domu w ogrodzie. Warunki nie tyle spartańskie co bardzo ciężkie . Wyruszamy o 7.30 , od Krakowa do Wrocławia autostradą- czas szybko mija. Potem do granicy z Niemcami prawdziwa mordęga , dobrze przynajmniej że droga sucha. Zakwaterowanie dla żony poszkodowanego budowa zabezpieczyła właściwie - pokój samodzielny z węzłem sanitarnym , a nawet lodówka zabezpieczona w odpowiedni zasób żywności i napojów. Ja sam będę nocował w mieszkaniu kierownika – będzie można O P I S Z D A R Z E Ń - P R Z Y C Z Y N Y, O C E N A , ZALECENIA W dniu wypadku , zespół 2 – cieśli tzw. „ścianowców” , pracę na budowie rozpoczęło o godz. 7.00 rano. Zespół , w tym składzie osobowym – pracował ze sobą około 4 m-ce . Budowa- to obiekt biurowy kilkunasto kondygnacyjny ,z dwoma poziomami garaży. Prace montażowe prowadzone były na poziomie II piętra .Budowę obsługiwał tylko jeden żuraw wieżowy- wykorzystywany maksymalnie, gdyż na tej kondygnacji pracowało około 36 zbrojarzy i cieśli. Mistrz budowy wcześniej wydał polecenie prowadzącemu zespół , koledze poszkodowanego , aby razem w czasie przerwy śniadaniowej na budowie -rozmontowali i odtransportowali dźwigiem ostatni element zabetonowanej ściany. Miało to spowodować otwarcie nowego frontu robót dla następnej kondygnacji. Szalunek ściany miał wysokość 3.90 , szerokość 0.97 , oraz narożnik 0.15 m. Zespół wcześniej dokonał uporządkowania terenu ,oraz częściowo rozkręcił elementy szalunku .Jak stwierdzili ,należało jeszcze odspoić szalunek od ściany betonowej – co było konieczne z powodu tak zwanej „przylgi” mleczka cementowego. Prowadzący cieśla przyniósł 4-metrową , drewnianą drabinę ,sprawną technicznie , oparł ją dolnym końcem o nadlaną część ścianki betonowej o wys. 0.20 m – stabilizując ją w ten sposób ,przed przesunięciem. Natomiast jej górną część , oparł o szalunek , drabina była prawidłowo oparta , po kątem75 º.Następnie wyszedł na drabinę , i stanął na wysokości
Tymczasem poszkodowany / zaobserwował to inny cieśla , pracujący w odległości 3.00-4.00 mb/ - wziął leżącą opodal tzw. „breszkę” / łom długości 0.60 m / - wyszedł z nią na 3 szczebel drabiny , / wys. 0.80-0.90 m./ W tym momencie na jednej drabinie stało dwóch pracowników . Poniżej ich rejonu pracy była nadlana część ścianki betonowej z której wystawały niezabezpieczone elementy zbrojenia – stal żebrowa Ø 12 mm. długość około 0.55 – 0.60 m. Poszkodowany / jak potem zeznał / chciał pomóc prowadzącemu i przyspieszyć wykonywane przez nich prace. Nie uzgodnił tego z prowadzącym , zrobił to samorzutnie. Poszkodowany zaczął łomem odspajać szalunek od ściany , gdzieś w połowie jej wysokości. Silnie napierał całym ciałem na końcówkę łomu. W pewnym momencie część ściany betonowej –ukruszyła się , a poszkodowany upadł z półobrotu –plecami ,na znajdujące poniżej elementy zbrojenia. Nie pamięta co było dalej , stracił przytomność – odzyskał ją dopiero po 4 dniach pobytu w szpitalu. Upadek poszkodowanego – spowodował : przebicie górnego korpusu ciała przez pręt zbrojeniowy. Skutkowało to- otwartym lewostronnym urazem klatki piersiowej , zamkniętym prawostronnym urazem klatki piersiowej , kontuzją obu płuc , oraz obustronnymi krwiakami klatki piersiowej . Język medyczny , tak samo jak prawniczy- jest specyficzny- dodam od siebie że przebicie nastąpiło w o d l e g ł o ś c i 2 cm od komory sercowej. To wyjaśnia szczęście w jego nieszczęściu.
Rzeczywisty przebieg zdarzeń odnotowano na podstawie zeznań prowadzącego roboty, oraz innych świadków. Prowadzący , stojąc na drabinie usłyszał „rumor”- i odwróciwszy się zobaczył że poszkodowany leży w dziwnej pozycji , tak jakby się opierał lewą ręką o strop. Po chwili nagle zerwał się ze stropu ,odszedł na kilka kroków i krzyknął "zawołaj karetkę- ja biegnę na dół". Widział jak poszkodowany biegł dalej po płaszczyźnie stropu, trzymając się za przednią część klatki piersiowej oraz za dół pleców . Zbiegał również potem po metalowej klatce komunikacyjnej ,przystawionej do budynku. Dopiero na poziomie terenu dwóch kolegów podbiegło do niego i objąwszy rękami zaprowadzili do specjalnego konteneru sanitarnego który jest na każdej budowie w Niemczech. Ten człowiek, mając przebite płuca, w szoku przebiegł łącznie 130 mb - co potem skrupulatnie wymierzono . NIEWIARYGODNE - ale prawdziwe . Dopiero po jego powrocie z Niemiec można było go przesłuchać i potem zamknąć
Koledzy!. Przez cały okres miał 100 % chorobowego, otrzymał 20 tys. zł za uszczerbek na zdrowiu . Rozstał się z naszą firmą, otrzymał inną pracę w innym mieście . Zgromadzone środki oraz działka budowlana po rodzicach pozwoliły mu rozpocząć budowę własnego domu. Twardy rzetelny góral – myślę że teraz w nim mieszka z całą rodziną . Wina pracownika za spowodowanie wypadku- była oczywista ! listopad 2008
|

